Opalenizna na dłużej

Rozpoczęła się kalendarzowa jesień. Daje nam o tym znać przede wszystkim pogoda. Coraz zimniejsze dni i coraz mniej słońca. Blednie też niestety letnia opalenizna. Czy da się ją jakoś uratować?

Można próbować. Kwestia tylko, jaki będzie tego skutek. Obecnie funkcjonują niejako obok siebie dwa pomysły na opaleniznę bez słońca. To samoopalacze i wizyta w solarium. Mają one swoje wady i zalety. Każdy – po ich rozpatrzeniu może wybrać odpowiednią dla siebie. Warto jednak pamiętać o jeszcze jednym istotnym elemencie, kiedy zależy nam na pięknej opaleniźnie na dłużej – odpowiednim nawilżaniu skóry.

I to właśnie od niego zaczniemy. Musimy „naprawić” skórę po kąpielach słonecznych, bo one ją wysuszają. Wybór metody jest w zasadzie dowolny. Możecie zdecydować się na zabieg w profesjonalnym salonie albo w domu. Nawilżanie jest potrzebne, bo bez niego skóra szybciej się łuszczy, a więc znika też nasza opalenizna. Zadbajmy więc o naszą skórą, a potem skupmy się na wyborze metody uzyskania opalenizny bez słońca.

A może solarium?

Zacznijmy od tego sposobu, czy jak zostało wspomniane wcześniej „pomysłu”. Solarium bez wątpienia ma kilka zalet. Po pierwsze, obecnie w zasadzie bez żadnego problemu możemy z niego skorzystać. Ich liczba wciąż rośnie nie tylko w dużych miastach. Solarium to ładna opalenizna, utrzymująca się dłuższy czas. Pewną ciekawostką – o której nie wszyscy wiedzą – jest to, że po wizycie w solarium poprawia nam się humor. Ma to być reakcja naszego organizmu na promienie, które nadają opaleniznę. Coraz głośniej mówi się jednak o minusach i zagrożeniach związanych ze zbyt częstymi wizytami w solarium. Niektórzy wpadają w pułapkę: dłużej pod lampami = lepsza opalenizna. W ten sposób możemy sobie jedynie zaszkodzić. Problemem jest też to, że w pewnym momencie mogą pojawić zmiany chorobowe (szczególnie kiedy zbyt często korzystamy z solarium), chociażby poparzenia. Wysuszenie skóry, to również częsty problem, dlatego warto sięgnąć po specjalnie do solarium stworzone balsamy.

A może samoopalacz?

To alternatywa dla osób, które nie chcą chodzić do solarium. Mają one również swoje zalety, jak i pewne wady. Zacznijmy od samego sposobu działania. Opalanie w ten sposób nie ma nic wspólnego z uzyskiwaniem ciemnego odcienia skóry przy udziale słońca. Ma to swoje zalety, jak chociażby fakt, iż nie jesteśmy narażeni na działanie szkodliwych promieni UV. Wadą może być, że większość tego typu preparatów wytwarza mało wiarygodną opaleniznę. Dlatego też sporo czasu trzeba spędzić na znalezieniu konkretnego preparatu. Przykładem skutecznego i sprawdzonego produktu jest Idol Tan. Można powiedzieć, że jest swoistego rodzaju wzorem dobrego samoopalacza. Daje naturalny kolor opalenizny, jest bezpieczny, a przy okazji nawilża skórę. Robi więc wszystko to, czego wymaga się od samoopalaczy.

Niektóre z preparatów tego typu, posiadają bardzo nieprzyjemny zapach. Jest on wynikiem działania substancji czynnych na skórę, a powodujących opaleniznę. Dlatego najlepiej wybierać te samoopalacze, w których zastosowano kompozycje zapachowe eliminujące ten przykry efekt uboczny. Nakładanie takich preparatów wymaga od nas pewnej cierpliwości i doświadczenia. Z drugiej jednak strony nie wymaga to aż tak dużo czasu.

Zostaw komentarz