Mity na temat odchudzania

Stykamy się z nimi na każdym kroku. Mówią o nich sąsiedzi, znajomi, rodzina, a im ślepo wierzymy. Stosujemy się do ich zasad. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy zdeterminowani i zagubieni jednocześnie. Na efekty nie trzeba długo czekać. W ten sposób zapewniamy sobie efekt jojo i zbędne, trudne do zgubienia kilogramy. Pytanie – po co? – same sunie się na usta, a zaraz za nim – czy jest sposób na uniknięcie błędów odchudzania?

Odchudzając się, nie jedz śniadań – MIT

Wokół jedzenia i niejedzenia śniadań narosło wiele mitów. Naukowcy właściwie nie ustają w badaniach zależności między pierwszym posiłkiem a wyglądem sylwetki. Sprawdzają, co należy jeść, czy lepiej więcej, czy mniej i czy popijać, a jeśli tak, to czym? W tym temacie istnieje wiele wskazówek, czasami niedomówień i niejasności. Tymi nie chciałabym się zajmować. Warto skupić się na tym, co wiemy na pewno.

Pewne jest to, że śniadanie należy jeść. Nieprawdą jest natomiast zalecenie, że powinno być ono najobfitszym posiłkiem dnia. Najwięcej kalorii należy jeść w trakcie obiadu, dopiero na drugim miejscu znajduje się pod tym względem śniadanie. Dlaczego?

Ponieważ według badań naukowców z Niemiec, opublikowanych w „Nutrition Journal” zjedzenie obfitego śniadania nie sprawi, że zjemy mniej w ciągu dnia. Inaczej – niezależnie od tego, czy zjemy śniadanie duże, czy małe, w dalszej części dnia zjemy tyle samo. W praktyce oznacza to tyle, że osoba zjadająca obfite śniadanie ma w ciągu dnia około 400 kalorii „na górkę”. Jeśli nie uda się ich jej spalić, najprawdopodobniej się jej odłożą w formie zapasowego tłuszczyku. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

Wskaźnik BMI to najważniejszy wskaźnik odchudzania – MIT

To oczywiście nieprawda. W prawdzie BMI jako prosty wskaźnik, który każdy sam może sobie obliczyć, zrobiło ogromną furorę, jednak w wielu sytuacjach jego wskazania są całkowicie nieprawdziwe. W czym tkwi problem?

BMI to stosunek wagi do wzrostu. Wyniki, jakie przy jego udziale, się uzyskuje, mają dość szeroki zakres. I w tym tkwi już haczyk. Dla kobiety idealny wynik mieści się w granicy 20-25.  Teoretycznie wydawać się może,  że osoba, która ma wyższy wynik, musi się odchudzać, a ta, która mieści się w granicy prawidłowych wskazań, może zaprzestać szczególnego dbania o sylwetkę.

Niestety! Oprócz BMI należy uwzględnić również inne wartości: przede wszystkim stosunek tkanki mięśniowej do tłuszczu. Jak powszechnie wiadomo i to akurat jest prawda, mięśnie są cięższe, natomiast tłuszcz lżejszy, stąd osoba zapominająca o aktywności fizycznej, może ważyć pozornie prawidłowo, ale posiadać za dużo tkanki tłuszczowej, a za mało mięśniowej.

Dlatego obok ważenia się raz w tygodniu zawsze o tej samej porze, należy się dodatkowo mierzyć, używając do tego celu po prostu miary krawieckiej i spisując wyniki – obwodu ud, brzucha, klatki piersiowej, itd.: w zależności od tego, które partie ciała modelujemy.

Dieta 1000 kalorii to najlepszy sposób na odchudzanie MIT

Oczywiście duża redukcja przyjmowanych kalorii w krótkim czasie pozwoli nam schudnąć. Jednak pytanie kluczowe jest takie, czy w ten sposób rzeczywiście pozbędziemy się niechcianego tłuszczyku, czy może spalimy co innego?

Niestety nagłe odebranie organizmowi tego, co w jego odczuciu się mu należy, wyzwala prosty mechanizm obronny. Jeśli nagle dostarczamy zdecydowanie mniej kalorii, niż potrzebujemy, uruchamiane są procesy mające na celu zwolnienie tempa przemiany materii, czyli tej wartości, która gwarantuje utrzymanie szczupłej sylwetki i przymykanie oko na wiele błędów żywieniowych. Cel jest prosty – organizm zaczyna redukować tkankę mięśniową, bo to ona spala najwięcej kalorii (jeden kilogram masy mięśniowej to dodatkowo każdego dnia wydatek rzędu około 100-200 kalorii), a w chwili, gdy nie ma ich zbyt wiele, zaczyna się walka o przetrwanie, czyli oszczędzanie. Mięśnie zamieniane są w tłuszcz, który nie potrzebuje tak wiele do funkcjonowania, co mięśnie. Niestety tak „uzbierana” tkanka tłuszczowa jest trudna do usunięcia i wymaga wiele samozaparcia i wiele starań ze strony osoby, która ją ma. W takim kontekście lepsze dla niej byłoby to, gdyby w ogóle się nie odchudzała.

Jakie jest zatem rozwiązanie? Lekkie, ale systematyczne redukowanie ilości spożywanych kalorii, włączenie w harmonogram tygodnia regularnego wysiłku fizycznego i w razie potrzeby większej motywacji – zastosowanie suplementów diety.

Alkohol nie prowadzi do tycia – MIT

Picie alkoholu to przyjemność i część naszej kultury. Drunkoreksja, jako nowa wyjątkowo głupia dieta, udowadnia, że połączenie kaloryczności alkoholu ze zwykłym odżywianiem i jednoczesne zachowanie szczupłej sylwetki jest niemożliwe. Stąd też w ostatnich miesiącach wiele osób wpadło na „genialną” myśl, by zamiast jedzenia i ciągłej walki o szczupłą sylwetkę, przestawić się na picie i w ten sposób nie odmawiać sobie rozrywki i jednocześnie móc zachować dobrą wagę i ładną sylwetkę. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

Napoje alkoholowe zawierają alkohol etylowy (to jasne), poza tym w ich składzie znajduje się woda, węglowodany i białka. Skąd pewność, że alkohol jest kaloryczny? Nie, nie tylko dlatego, że w trakcie jego picia lubimy jeść, ale z prostych faktów. W trakcie spalenia 1 grama etanolu powstaje aż 7 kcal. To dużo. Dla porównania gdy weźmiemy tyle samo najbardziej kalorycznej substancji: tłuszczu dostarczymy 9 kcal, czyli jedynie o 2 kcal więcej niż w przypadku alkoholu.
Najbardziej kaloryczny w alkoholu jest sam etanol. Z tego powodu najszybciej przytyjemy pijąc wódkę.

Skłonność do tycia jest dziedziczna – FAKT

Nawet jeśli nasi rodzice są otyli i złymi nawykami żywieniowymi, zafundowali nam okrągłe brzuchy i pucołowate policzki, nie oznacza to, że wszystko stracone. Nasz wygląd tylko w pewnym stopniu jest determinowany przez geny. Więcej niż od nich, zależy od nas – naszej determinacji, sposobu odżywiania i konsekwencji.

Otyłość to nadmiar spożywanych kalorii – wybiegający znacznie nad potrzebami organizmu. Najczęściej wynikającymi u źródeł nie tyle, co z klasycznego głodu, co z traktowania jedzenia jako sposobu na nudę, czy gorszy nastrój. Z czasem dopiero po jedzenie sięga się także dlatego, że żołądek się tego dopomina. Rozwiązaniem pozostaje spożywanie posiłków bogatych w błonnik, które daje uczucie sytości na dłużej i przyspieszają tempo metabolizmu.

Odchudzając się, nie wolno jeść węglowodanów – MIT

To oczywiście nieprawda. Węglowodany należy jeść, tylko w umiarze oraz wybierając węglowodany złożone. Przyczyną tycia są węglowodany proste takie, jak cukier, słodycze, dosładzane soki owocowe, kolorowe napoje gazowane.
To właśnie między innymi ze względu na wykluczenie z diety Dukana węglowodanów (nie można ich jeść w ogóle fazie uderzeniowej, a w fazie naprzemiennej można jeść warzywa jedynie o znikomej zawartości cukru) dieta Dukana jest skrajnie oceniana. Jadłospis cieszący się tak dużym zainteresowaniem (dietę Dukana stosuje około 24 milionów osób) jest odrzucany coraz częściej przez naukowców i dietetyków – główne zarzuty to ryzyko wystąpienia problemu ze wzrostem cholesterolu, rozwojem miażdżycy tętnic i zwiększone ryzyko raka piersi u kobiet. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

Zatem jeść węglowodany, czy nie jeść? Najlepiej wybierać naturalne ich źródło, cukry pochodzące z owoców, ciemnego pieczywa, kasz, makaronu ugotowanego al dente, w ten sposób na dłużej czujemy się syci i dłużej trawimy, w ten sposób spalając dodatkowe kalorie.

2 komentarze

  • Tak, to prawda. Trudno jednak uciec od pewnych schematów myślenia. Niestety zbyt wiele osób patrząc na osobę otyłą, widzi ogromne ilości jedzenia. Gdy tylko na ulicy minie kogoś przy tuszy jedzącego chociażby kanapkę, często pojawia się myśl – “wiadomo, dlaczego tak wygląda”. Lubimy upraszczać rzeczywistość. A jak jest u Was? Tak szczerze, co myślicie, gdy patrzycie na naprawdę otyłą osobę?

  • największą porażką jest dla mnie to jak ludzie zmieniają podejście do osoby grubej i chudej. Kiedyś ważyłam 80 kilo przy wzroście 165. Dużo. Teraz ważę 58. i wiecie co? jakoś nagle wszyscy są mili, chwalą, zauważają…a ja w środku nic się nie zmieniłam

Zostaw komentarz