Opalenizna bez słońca

Lato bez słońca dla plażowiczów oznacza lato nieudane. Dla wyedukowanych osób znających siłę niszczącą promieni równa się dłuższa młodość i piękniejsza cera? Kto ma rację? W której grupie warto się znaleźć i jakie rozwiązanie propagować? Przeczytaj!

Słońce to lepsze samopoczucie

Gdy niebo pokrywają gęste chmury, samopoczucie przeciętnej osoby spada na łeb na szyję. Jednak spektrum możliwości między rozgrzanym słońcem na niebie a niepogodą jest bardzo szerokie. Dlatego lepiej unikać palącego słońca w godzinach południowych. Nawet jeśli pragniemy, by zadziałało ono korzystnie na choroby typu: atopowe zapalenie skóry lub zmiany nowotworowe, na przykład chłoniak, to lepiej ten efekt uzyskać w bezpieczny sposób: poprzez dawkowanie czasu przebywania na słońcu.
Specjaliści podkreślają, że nawet słabe słońce jest szkodliwe, dlatego kremy z filtrem UV warto nakładać również, gdy promienie są lekko wyczuwalne na skórze lub nawet wtedy, gdy przebywamy w cieniu. Wiele promieni dociera do skóry, odbijając się od piasku, chodnika, czy też wody. Ponadto warto zauważyć, że nawet dość gruba tkanina, z której powstają parasole przeciwsłoneczne nie zatrzymuje całego promieniowania. Jest w stanie zablokować jedynie do 80%, co oznacza tyle, że nawet w cieniu, nosząc jasną odzież, nie ochronimy się przed całym promieniowaniem UV. Natomiast podkoszulek z bawełny daje ochronę typową dla filtru SPF o wartości od 5 do 9. Jeśli ta sama koszulka będzie mokra, ochrona zmaleje właściwie do zera.

Zdrowa opalenizna nie istnieje

Medycyna nie zna terminu zdrowa opalenizna czy też bezpieczne opalanie. Takie określenia to wymysł usprawiedliwiający przebywanie na słońcu. W rzeczywistości opalanie ma niewiele wspólnego z działaniem prozdrowotnym. Zaczerwienienie skóry, a następnie zbrązowienie to efekt z punkty widzenia medycyny niekorzystny.  Dermatolog nie pochwali opalania, bo wiąże się ono z wystawieniem skóry na nadmierne promieniowanie UV. Na efekty takiej ekspozycji nie trzeba długo czekać. Konsekwencje są oczywiste: szybsze starzenie się skóry, pękanie naczynek, powstawanie plamek soczewicowych, brodawek starczych oraz zwiększenie ryzyka powstania groźnych nowotworów. Promieniowanie niszczy od środka skórę i naczynia krwionośne.

UVA i UVB – co groźniejsze?

Poparzenia słoneczne wywołują promienie UVB. To właśnie ich najbardziej się obawiamy. Winowajcy nieprzyjemnego pieczenia oraz bólu. Jednak okazuje się, że całkiem niesłusznie. Dużo „groźniejsze” jest promieniowanie UVA, które wnika w głębokie warstwy skóry, czyniąc w niej spustoszenie.
UVA to promieniowanie bardziej zdradliwe, bo jego działanie jest niemal niewyczuwalne. Trudniej się przed nim chronić. Przenika ono bowiem przez szyby, tkaniny, chmury.  To właśnie te promienie niszczą komórki, doprowadzając do chorób nowotworowych.

Idol Tan – samoopalacz bez wad

Słońce wygrywa z wynalazkami ludzi, bo daje naturalną, piękną opaleniznę. Samoopalacze, mimo że są od słońca bezpieczniejsze, rzadko są wybierane, ponieważ istnieje powszechna opinia, że ich nakładanie nie jest proste. Łączy się z ryzykiem powstawania plam, smug i nierównego koloru skóry.

Czy istnieje zatem bezpieczne i pewne rozwiązanie? Tak, jest nim Idol Tan – samoopalacz, który bardzo łatwo się aplikuje. Jest wolny od pomarańczowego efektu opalenizny z tubki, zacieków oraz zabrudzeń odzieży. Idol Tan dogłębnie nawilża oraz pielęgnuje skórę. Pozwala uzyskać ładny efekt czekoladowej skóry bez skutków ubocznych opalania się!

Pamiętaj:

  • Nawet krem z najwyższym faktorem nie zabezpiecza przed słońcem całkowicie,
  • Opalenizna działa ochronnie na skórę, jednak w stopniu minimalnym (porównywalnym do SPF 2-4). Tę samą ochronę można uzyskać poprzez stosowanie samoopalacza. Dlatego nawet na opalone ciało należy nakładać kremy ochronne.
  • Większość lekarzy odradza używania przyspieszaczy opalania. Zamiast ładnej opalenizny uzyskuje się w ten sposób krótkotrwały efekt szybko znikającego zabarwienia.
  • W bezpieczny sposób można uzyskać opaleniznę, stosując opalanie natryskowe lub nakładając na ciało samoopalacze.

5 komentarzy

  • Na pewno samoopalacz to jakieś rozwiązanie, ale na pewno nie daje takich efektów jak naturalne opalanie.

    Trzeba zauważyć, że plażowanie to też wielka przyjemność. Do tego radość “kto bardziej się opalił?” bezcenna ;-). No, ale jak ktoś ma przesadnego bzika na punkcie zdrowia to pewnie jest to jakieś rozwiązanie.

  • Ja lobie się opalać jednak zawsze stosuje różne preparaty chroniące przed poparzeniem . Na ogół dbam o swoją skórę.

  • nie zgadzam się z tym, co powiedziane. na cos trzeba umrzec. ja wole sie opalac niz chronic sie przed sloncem. znam konsekwencje, ale mimo wszystko wole moja czekoladke

Zostaw komentarz